Tego bakcyla nie można odpuszczać, lecz pielęgnować…

Od chwili, gdy trochę poznałam właściwości metali, z którymi do tej pory pracuję, ogarnęło mnie przeświadczenie, że to nie jest sezonowy romans, który przemija tak szybko jak się zaczął. To moja kolejna miłość na resztę życia. I naprawdę tak jest.

Nie ważne jak długo się tym zajmuję, czy mało czasu poświęcam na robienie biżuterii czy dużo…. Zawsze wracam, daje mi to bardzo dużo radości i takiej wewnętrznej siły…

Do tej pory uwielbiam szczególnie jedną czynność, robienie szpilek z drucików miedzianych i srebrnych. Cały czas pamiętam swoją radochę, gdy wytopiłam pierwszą kuleczkę. Może to i dziecinada tak się jarać pierdołami, ale… czy to nie o to chodzi? Żeby wyzwolić z siebie tego niesamowitego dzieciaka, którego wszystko dookoła fascynuje…?

Było na mojej drodze kilka cudownych osób, na którym wiele zawdzięczam, umiały i chciały się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. Szczególnie jedna – Iza (w tym miejscu ogromny buziak dla niej).

Dlatego jestem zdania, że trzeba zadawać pytania, nie poddawać się, gdy ktoś nie chce pomóc, nie szufladkować, że to takie niedostępne środowisko, to nie prawda. Wszędzie znajdą się dobrzy ludzie, którzy mają ogromne serca. Zaopiekują się i cierpliwie pokażą swoje sposoby i tricki.

Na kursach u doświadczonych specjalistów w swoich dziedzinach także człowiek dowiaduje się bardzo dużo, ale ja wolałam najpierw poznać środowisko, żeby wiedzieć do którego z nich się na taki kurs udać.

Reasumując: nigdy się nie poddawaj!!!!

Ja w ten sposób znalazłam kolejną metodę na wyrażanie siebie.

(Na zdjęciu szpilki z wytopionymi kuleczkami na końcach.)

Zostaw komentarz